fbpx

Pocztówka z Koniakowa

Plener ślubny z Dominiką i Leszkiem

Przyszła Jesień. Ta nasza piękna, Polska Pani Jesień. I skąpała nas w swoich barwach, otulając zachodzącym słońcem w kolorze pomarańczy. Co roku cieszymy się na tę porę i nie możemy się doczekać, aż ponownie do nas zawita. Niektórym nie odpowiada to, że wraz z nią przychodzi zimno, że dni są coraz krótsze, że czasem świeci słońce, a częściej pada deszcz. Oni widzą wtedy świat czarno-biały i szaro-bury.

Nam natomiast to w ogóle nie przeszkadza. Bo my kochamy tę jesienną aurę. Sweterki, ciepłe skarpetki i herbatę z miodem i imbirem. I to niesamowite słońce. A to dlatego, że kiedy to wymarzone słońce, o którym myślimy przez cały dzień w końcu wynurzy się spod kłębiastych, ciemnych chmur, które straszą nas nad miastem, wtedy wszystkie złote kolory liści drzew i krzewów zaczynają się mienić i kąpać się w blasku wspomnianej wcześniej pomarańczy.

Dokładnie tak było podczas sesji z Leszkiem i Dominiką. Czekaliśmy cierpliwie na ten dzień. Wiedzieliśmy, że pogoda będzie nam sprzyjać (dzięki prognozom pogody 😉 ), ale nie sądziliśmy, że nawet wiatr będzie nas słuchał! To pomarańczowe słońce, które nas przywitało kończąc dzień, było jak ze snu. Jak z najlepszego snu, jaki się nam kiedykolwiek przyśnił! Bo wiedzieliśmy, że będzie to plener naszego życia. Plener, który zostanie nam w pamięci na zawsze. I faktycznie tak było 🙂

Wybór padł na miejscowość Koniaków nieprzypadkowo. Dominika wymarzyła sobie sesję poślubną w górach. Marzyła o owieczkach, koronkach i pięknych widokach jej ukochanego Beskidu Śląskiego. I my chcieliśmy to marzenie spełnić. Leszek nie mógł się nie zgodzić i my również wiedzieliśmy, że to miejsce to strzał w 10! I wiecie, co Wam powiemy? Że jest to zdecydowanie nasza najbardziej sentymentalna sesja.

Przyszła Jesień. I przywitała nas na pomarańczowo. I teraz ubieramy nasze grube sweterki, ciepłe skarpetki i popijamy herbatę z miodem i imbirem. I idziemy dalej w świat szukać takich miejsc jak to w Koniakowie.

Pozdrawiamy,

Patrycja i Tomasz

error: